Kto wygrał Happy Planner 2017?



Witajcie!


Z przyjemnością publikujemy dzisiaj wyniki naszego już 3 konkursu, w którym 10 osób mogło wygrać Happy Planner 2017. Przyznam szczerzę, że ilość zgłoszeń  nas zaskoczyła! W 1 edycji wzięły udział 24 osoby. W 2 edycji 360. W tej aż 860! Jak tak dalej pójdzie to za rok spędzimy 2 tygodnie na czytaniu ;). Pytanie konkursowe brzmiało: „Jakie największe marzenie udało Ci się spełnić dzięki planowaniu?". Dziękuję za te wzruszające historie (tak, popłakałam się nieraz). Nie ze smutku. Ze wzruszenia. Wszystkie przejawy kobiecej niezależności i determinacji przypominają mi, jak ważne jest branie życia w swoje ręce. Pamiętam, jak rok temu jeden Pan zwrócił zakupiony planner. Zapytałam o powód. Stwierdził, że jest za bardzo landrynkowy – taki dla lasek z Instagrama. Otóż nie, drogi Panie. Tu nie tylko chodzi o to, żeby było ładnie. Oczywiście hedonistyczne szczęście też jest ważne. Jednak nabywając umiejętność planowania, mamy czas na spełnianie swoich marzeń. A ten wymiar szczęścia, choć wypełniony sumienną pracą, wyzwaniami i zmianami, jest najbardziej wartościowy. Zresztą przekonajcie się same :). 



Emilia Z.

W pewnym momencie mojego 25-letniego życia dotarło do mnie, jak wiele rzeczy robię bez sensu, bez pasji, radości, bez odwzajemnienia. Poświęcałam czas osobom, które nie chciały poświęcać go dla mnie. Byłam obecna w życiu osób, dla których moja nieobecność stała się obojętna. Zaczęłam bać się, że mogę zmarnować swoje życie i zarazem bałam się zmian. Happy Planner mam od początku 2016 roku i od samego początku roku, na kartkach powtarza się wpisane przeze mnie hasło: masz jedno życie - nie zmarnuj go. 

Wasz Happy Planner był świadkiem i doradcą największej zmiany w historii mojego życia. Zmieniłam WSZYSTKO. Wywróciłam życie do góry nogami. Zrezygnowałam ze ślubu  z mężczyzną, który mnie nie doceniał, odeszłam od niego, przeprowadziłam się we własne 4 kąty, mam swoją pasję, perspektywy na świetny biznes...i co najpiękniejsze, poznałam kogoś, kto za rok będzie moim mężem. Kogoś o kim marzyłam. 

Moim największym marzeniem było nie przegapić swojego życia. I w tym momencie wiem, że go nie przegapię ;) 

Z całego serca Wam za to dziękuję!”


Aurelia P. 

„Dzięki planowaniu udało mi się pokonać depresję i mogę znów funkcjonować tak, jak prawdziwa Madamą :). Każdego dnia pokonuję swoje granice, wpisując w swój plan małe kroczki, które umożliwiają mi stanie się kimś, kim naprawdę chcę być. 

Właśnie to było moje największe marzenie - pokonać własne słabości i uwierzyć w siebie”.


Agnieszka H.

„Polubiłam siebie… trywialne, może trochę banalne, ale moje. 

Tak, udało mi się osiągnąć marzenie, które przez większość mojego dotychczasowego życia wydawało się nieosiągalne. Nie nauczono mnie jak być dobrą dla siebie, dla swojego ciała, jak słuchać sygnałów płynących z niego, jak zaspokajać własne potrzeby, bez wyrzutów sumienia realizować siebie, nie było we mnie przyzwolenia na popełnianie błędów i celebrowanie zwycięstw. Dotarło do mnie, że swoje dotychczasowe życie przeżyłam na autopilocie, nieświadomie, dzień w dzień powielając nie swoje zachowania. 

A zmiana… zaczęła się niewinnie – kupiłam Happy Planner. Za jego pośrednictwem tak naprawdę po raz pierwszy zadałam sobie pytania, czego tak naprawdę chcę od życia, kim jestem, dokąd zmierzam. Nie było łatwo, odpowiedzi nie nasunęły się od razu, ale zakiełkowały w mojej głowie. Był to powolny proces, ale dzięki realizacji miesięcznych mini wyzwań poznawałam siebie tak, jak poznaje się człowieka, z którym łączy cię nić porozumienia i którego chcesz poznać bliżej, bo czujesz, że jest w nim coś ciekawego i chcesz spędzać z nim więcej czasu, chcesz cieszyć się czasem spędzanym w jego towarzystwie. Jeszcze wiele przede mną, ale dzięki HP obrałam dobry kierunek i tym razem pełna wiary i optymizmu spoglądam nie tylko w przyszłość, ale i w lustro :). I mimo nie zmieniłam się jakoś specjalnie na zewnątrz, to dzięki HP i wam dziewczyny, „tworzę życie, z którym czuję się dobrze wewnętrznie, a niektóre wygląda dobrze na zewnątrz”. 

Ściskam ciepło! Agnieszka”.


Paulina K.

„Moim największym marzeniem było kupienie na święta dla mojej rodziny najwspanialszych prezentów. Nie chciałam nigdy prosić rodziców o pieniądze, by potem za to kupić im coś,  z czego byliby niezwykle zadowoleni. Dlatego na kilka miesięcy przed Gwiazdką, postanowiłam zrobić plan pracy, zarobków i wydatków, by do grudnia mieć na tyle dużo pieniędzy, by podarować mojej najbliższej rodzinie takie prezenty, o jakich zawsze marzyli.

Zaplanowałam jaką pracę znajdę w wakacje, ile będę mogła zarobić, ile muszę odłożyć, a ile mogę wydać. Potem po wakacjach dawałam korepetycje i plan był taki sam, więcej odłożyć, minimalną sumę ewentualnie wydać. Wszystko było dokładnie spisywane i pilnowane. Dzięki temu udało mi się i w święta Bożego Narodzenia 2015 roku wykupiłam rodzicom wycieczkę w góry po Nowym Roku, do tego mama dostała wymarzoną i wypasioną suszarkę, a tata kolekcję starych książek, które zawsze chciał kupić. Bratu kupiłam konsolę  i najnowszą Fifę, a dziadkom zafundowałam mały remont pokoju, który już tak dawno chcieli zrobić. Wszystko to tylko dzięki determinacji i skrupulatnemu planowaniu”.


Kaja Bianka D.

„Happy Planner na 100 dni dostałam paczką do Szwecji od najlepszej przyjaciółki. Równo na 100 dni przed pierwszymi zawodami w sportach sylwetkowych. Miały być to moje pierwsze zawody, na przetarcie i nie spodziewałam się zbyt wiele. Widziałam rywalki, które  szlifowały formę i wyglądały coraz lepiej. Ja — za granicą, z ograniczonym budżetem, z trenerem na Skypie zastanawialiśmy się, czy podołamy. Kiedy zobaczyłam planner  i karteczkę z dopiskiem „Masz 100 dni na zdziałanie cudu — ja już wiem, że wygrałaś” od tak ważnej dla mnie osoby, postanowiłam sobie, że stanę na pudle, choćby nie wiem co. Wszystko skrupulatnie zapisywałam, każdy trening, każdy posiłek, plan dnia, zabiegi pielęgnacyjne czy lekcje pozowania. Kiedy nadszedł dzień zawodów, na ostatniej kartce zostawiłam pustkę, aby wypełnić ją spełnionym marzeniem i... UDAŁO SIĘ. OSTATNIA STRONA MOJEGO plannera TO WIELKI NAPIS: JESTEM NA PODIUM! 

Planner, wraz z pucharem, medalem i nagrodami stoi w honorowym miejscu w pokoju i jest wspomnieniem drogi, jaką przeszłam, abym nigdy nie zapominała, że jestem  w stanie osiągnąć każde swoje marzenie. Teraz, na 2017 rok planuję start w Mistrzostwach Polski i nie tylko, a planner byłby idealnym kompanem na tej drodze :)”.


Lucyna C.

„Moje marzenie było bardzo nietypowe. Ja bardzo dużo podróżuję. Mam bardzo nietypowe hobby, gdyż interesuję się typowo męską pasją, a mianowicie Formułą 1. Dużo podróżuję, bo walczę i spełniam swoje marzenia. Od 10 lat siedziałam tylko przed tv, oglądając wyścigi, nie wierzyłam w siebie, że kiedyś uda mi się tam znaleźć. Do czasu aż trzy lata temu wpadłam na totalnie szalony pomysł zorganizowania takiego wyjazdu i zobaczenia tego na żywo. Dlaczego przecież miałoby mi się nie udać? Bo takich wyścigów nie ma w Polsce?  Bo rodzinie nie podoba się moja pasja, moje wyjazdy? Bo taki wyjazd wiąże się  z ogromnymi kosztami? Tak to są ogromne przeszkody, ale właśnie na tym polegają pasje i marzenia. Gdyby wszystkie były takie łatwe, dostępne od ręki ludzie by nie marzyli. Nie stawiali sobie nowych wyzwań, pomysłów. Dlatego ja cały rok ciężko pracuję na to, by móc 2-3 razy do roku ruszyć w świat i zobaczyć moich ulubieńców na torze podczas walki. Tak wiem, 90% ludzi, czy nawet moich znajomych nie rozumie tego. Dlaczego zamiast jechać na F1, płacić tak drogo nie wykupię sobie wycieczki do tropików i nie poleżę na plaży, przecież tak odpoczęłabym bardziej. I tylko ci, który mnie naprawdę znają, wiedzą jak szczęśliwa jestem, kiedy siedzę na trybunach, wdycham zapach spalin, słyszę ryk bolidów oglądam to na żywo. Jakbym tam w tym momencie czuła, że jestem we właściwym miejscu na świecie. I zrozumieją to tylko ci, którzy nie boją się marzyć, poświęcać. 

Gdyby nie dokładne planowanie każdego kroku, zapisywanie potrzebnych informacji, liczenie kosztów nigdy nie udałoby mi się pojechać na wyścig F1 i spełnić mojego marzenia. A co więcej chcę ich spełniać więcej, każdego dnia chciałabym móc planować nowe przygody, które zaprowadzą mnie do upragnionych marzeń. Właśnie w tym może mi pomóc Happy Planner”.


Anna Z.U.

Dzięki dobrej organizacji i planowaniu udało się rozpocząć budowę wymarzonego domu. Gdy pierwszy raz w głowie pojawiła się ta myśl o własnym domu zaraz za nią narosły wątpliwości i pytania podsycane przez każdą osobę, z którą podzieliłam się swoim nowym wielkim zamierzeniem. Każdy z osobna wskazywał na rozliczne problemy i przeciwności, z jakimi muszę się liczyć, decydując się na budowę. Ostrzegali, odradzali, doradzali. Wniosek wysnuł się jeden. Przede mną bardzo trudne, długotrwałe i pełne niewiadomych zadanie. Dlatego się go podjęłam. Po swojemu. Zaczęłam zbierać informacje niczym wytrawny śledczy uzbrojony w kartkę i długopis (a czasem monitor i klawiaturę). Od ogółu do szczegółu. Wszystko spisałam. Zrobiłam plan. W każdym urzędzie spotykałam się ze zdziwieniem, gdy kolejny wniosek czy podanie składałam kompletny i z odpowiednim wyprzedzeniem. Od zakupu działki, przez indywidualny projekt domu do uprawomocnienia pozwolenia na budowę minęło niewiele ponad 3 miesiące. A wszystkie zasłyszane opowieści o trudach, niezrozumiałych formalnościach i nieludzkich urzędnikach wkładam między bajki. Dział „dla tych, co idą na żywioł". Staranne planowanie ułatwia życie, oszczędza zdrowie, czas, pieniądze i przede wszystkim nerwy. Wszystko jest możliwe, a dzięki planowaniu wszystko jest możliwe łatwiej, szybciej i przyjemniej.


Katarzyna T.

„Jeszcze w styczniu tego roku byłam okropnie sfrustrowaną życiem osobą... Pracowałam jako optyk w galerii handlowej, ciągle wściekła z powodu pracy, której nie znoszę. Późne godziny pracy, weekendy spędzone z dala od rodziny i przyjaciół, korporacyjne naciski  i okropna atmosfera w pracy — to wszystko wykańczało mnie psychicznie i powodowało, że po kilku latach i życie prywatne przestało mnie cieszyć. 

Kiedy Happy Planner trafił w moje ręce z początku nie planowałam niczego większego. Traktowałam go jako pamiętnik, przelewając swoje myśli i marzenia na poszczególne strony. Korzystałam z wydzielonej w nim przestrzeni na odkrywanie siebie i swoich pragnień. Motywowałam się cytatami i z zaskoczeniem powoli wprowadzałam w życie plany, które wcześniej zostawały w sferze marzeń. W ciągu kilku następnych miesięcy pokonałam długą i ryzykowną drogę, stać mnie było na podjęcie wyzwania, o co nigdy wcześniej bym się nie podejrzewała. Zadawałam sobie pytania, które kiedyś wydawały się śmieszne. Pytałam siebie, jakie zajęcie sprawiałoby mi radość i dawałoby mi satysfakcję. 

Odkąd pamiętam, byłam artystyczną duszą i byłam niezwykle wrażliwa na otaczające mnie kolory. Tuż po maturze podjęłam rękawicę i wyjechałam z rodzinnego miasta do szkoły wizażu i stylizacji, jednak gdy wróciłam, życie przywróciło mnie na ziemię i by przeżyć musiałam podjąć zwykłą, niezwiązaną z zainteresowaniami pracę. Teraz, po latach, dzięki Happy Plannerowi postanowiłam zrealizować marzenie sprzed lat. Zaryzykowałam i porzuciłam znienawidzoną pracę, postawiłam na rozwój i zapisałam się na dodatkowe kursy, w tym stylizacji paznokci, która sprawia mi tyle radości! Udało mi się rozplanować poszczególne kroki, by otworzyć własną działalność i oto właśnie urządzam własne studio makijażu, stylizacji paznokci i analiz kolorystycznych! Małymi kroczkami zmieniam swoje życie na lepsze, spełniam się jako artystka i w dodatku na tym zarabiam! Co najważniejsze, odzyskałam wewnętrzny spokój i nie przelewam swoich frustracji na swoich bliskich, którzy dostrzegają ogromną zmianę i wewnętrzną siłę, która, jak widać, drzemała gdzieś uśpiona przez ponad dekadę. Teraz już wiem, że kolejne lata dadzą mi szczęście, co zapewne nie stałoby się, gdyby nie Happy Planner. Wierzę, że ten na 2017 rok pełen będzie zapisanych wizyt klientek i zmieści kolejne, wielkie marzenie do realizacji :)”.


Anna Ch.

„Moim największym marzeniem od paru lat, było — aby być szczęśliwą. Życie nigdy mnie nie rozpieszczało, wręcz przeciwnie choroba rodziców, wyprowadzka z domu, zwolniłam się z pracy, aby wreszcie iść krok dalej i znaleźć pracę, w której się spełniam. Miesiące mijały, a ja wciąż pędziłam, jednak któregoś dnia postanowiłam, że się zatrzymam, że będę planowała każdy dzień... i tak też zrobiłam, przemyślane zakupy, zaplanowane telefony do przyjaciół, wizyty upiększające, nareszcie zaczęłam planować swoje szczęście, nie jest to przecież łatwe. Scenariusz życia mam jak niezły film akcji, jednak dzięki planowaniu, nauczyłam się mieć na wszystko czas — przede wszystkim na siebie i na pasje, dzięki którym każdego dnia znajdują sens i cel. Jestem szczęśliwa, nareszcie mogę to powiedzieć. Być może marzenie o szczęściu jest banalne, ale bardzo długo nie mogłam odnaleźć drogi do "własnego ja”, by spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie, że moje życie jest szczęśliwe. Planowanie dało mi rozeznanie   w swoim wnętrzu, tego, czego potrzebuje, co mnie zadowala, na co chcę poświęcać więcej czasu. Dziś jestem żoną i mamą, mój dom jest czysty, znajduję czas na codzienne obiady, spacery z synem i wszystkie obowiązki dnia codziennego. Jestem szczęśliwa, bo mam szczęśliwy dom. Lubię planować, bo wtedy mam czas na wszystko. Moje marzenie się spełniło, jestem mamą zdrowego chłopca, żoną wspaniałego mężczyzny”.


Justyna L.

„W końcu zrozumiałam, jak wielką wartością jest czas i jakim darem od losu jest wypełnianie każdej chwili w sposób wzbogacający nasze życie. Dzięki planowaniu i rozpisywaniu doby na mniejsze elementy odkryłam, że czas dla przyjaciół jednak istnieje, że czas dla rodziny musi stanowić podwalinę każdego dnia, bo inaczej dzień staje się mało istotny, że czas tylko we dwoje cementuje nasz związek, a kariera układa się sama, jeżeli dokładnie rozpisze się kolejne kroki. Brawo Ja, brawo Happy Planner!”



Wszystkim dziękuję za udział i gratuluję spełnionych marzeń! Tak trzymać dziewczyny!  #GIRLPOWER


Koszyk

Suma: 0.00 PLN